„Uważaj, bo sobie zrobisz krzywdę”, „Daj, zrobię to szybciej”, „Poczekaj, pomogę ci” – podobne słowa padają w wielu domach każdego dnia. Najczęściej wynikają z miłości, troski i potrzeby ochrony dziecka przed trudnościami. Problem zaczyna się wtedy, gdy pomoc staje się stałym elementem codzienności, a dziecko coraz rzadziej ma okazję działać samodzielnie. Choć intencje rodziców są dobre, nadmierna kontrola może utrudniać rozwój niezależności, pewności siebie i umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami. Granica między wsparciem a nadopiekuńczością jest bardzo cienka – a jej konsekwencje często widać dopiero po latach.
Wielu rodziców ma dziś poczucie, że świat stawia przed dziećmi coraz więcej zagrożeń i wymagań. Nic więc dziwnego, że próbują oszczędzić im stresu, rozczarowań czy błędów. Zdarza się jednak, że potrzeba ochrony stopniowo odbiera dziecku możliwość zdobywania własnych doświadczeń i uczenia się poprzez działanie.
– Dziecko potrzebuje przestrzeni do próbowania, popełniania błędów i samodzielnego szukania rozwiązań. To właśnie dzięki takim sytuacjom buduje poczucie sprawczości i wiarę we własne możliwości. Jeśli dorosły stale przejmuje kontrolę, młody człowiek zaczyna wierzyć, że bez pomocy sobie nie poradzi – mówi Anna Zięba, dyrektor przedszkola Academy International Centrum.
Badania dotyczące tzw. „helicopter parenting” wskazują, że nadmierna kontrola rodzicielska może ograniczać rozwój autonomii oraz kompetencji społecznych dziecka [1].
Rodzic naturalnie chce wspierać dziecko w trudnych momentach. Problem pojawia się wtedy, gdy wyręczanie staje się codziennym nawykiem. Nadopiekuńczość często przejawia się w ciągłym kontrolowaniu, przewidywaniu problemów i rozwiązywaniu ich jeszcze zanim dziecko spróbuje zrobić to samodzielnie.
– Bardzo często rodzice mówią: „Przecież chcę dla niego jak najlepiej”. I rzeczywiście tak jest. Tyle że dobre intencje nie zawsze idą w parze z dobrym wpływem na rozwój dziecka. Nadmierna kontrola może sprawić, że młody człowiek będzie miał trudności z podejmowaniem decyzji, większy lęk przed nowymi sytuacjami i mniejsze poczucie samodzielności – podkreśla Anna Zięba.
Jak pokazują badania, dzieci wychowywane pod stałą kontrolą rodziców częściej mają trudności z budowaniem niezależności i odporności psychicznej [2].
Każda nowa sytuacja – nawet ta zakończona niepowodzeniem – jest dla dziecka ważną lekcją. To właśnie wtedy rozwija ono umiejętność radzenia sobie z emocjami, szukania rozwiązań i adaptowania się do zmian.
– Nie można nauczyć się odpowiedzialności bez możliwości podejmowania decyzji. Podobnie jest z odpornością psychiczną – rozwija się ona poprzez kontakt z wyzwaniami i stopniowe zdobywanie doświadczeń. Jeśli dorosły stale usuwa przeszkody z drogi dziecka, odbiera mu okazję do budowania pewności siebie – mówi Anna Zięba.
Środowisko całkowicie pozbawione ryzyka może wydawać się bezpieczne, ale jednocześnie ogranicza rozwój samodzielności. W efekcie pierwsze większe trudności – zmiana szkoły, konflikt z rówieśnikami czy nowe obowiązki – mogą okazać się dla dziecka wyjątkowo obciążające.
Nadopiekuńczość wpływa nie tylko na zachowanie dziecka, ale także na jego emocje. Gdy dorosły stale reaguje za dziecko i interpretuje jego przeżycia, młody człowiek ma mniej okazji do samodzielnego rozpoznawania oraz wyrażania swoich uczuć.
– Jeśli dziecko ciągle słyszy: „Nie przejmuj się” albo „To nic takiego”, może nauczyć się tłumić emocje zamiast je rozumieć. Z czasem pojawiają się trudności z nazywaniem własnych przeżyć i komunikowaniem ich innym – wyjaśnia Anna Zięba.
Umiejętność radzenia sobie z emocjami rozwija się właśnie wtedy, gdy dziecko ma możliwość bezpiecznie ich doświadczać, a nie jedynie unikać trudnych sytuacji.
Wielu rodziców zakłada, że dziecko „dorośnie” do odpowiedzialności. Tymczasem samodzielność buduje się stopniowo – poprzez codzienne decyzje, drobne obowiązki i naturalne konsekwencje własnych działań.
– Trudno oczekiwać od nastolatka odpowiedzialności, jeśli wcześniej nie miał okazji ćwiczyć jej w prostych sytuacjach. Samodzielność rozwija się krok po kroku – od małych wyborów po coraz większe wyzwania. Dzięki temu dziecko zyskuje poczucie sprawczości i przekonanie, że potrafi poradzić sobie również w trudniejszych momentach – podkreśla Anna Zięba z Academy International.
Zgodnie z teorią rozwoju psychospołecznego możliwość podejmowania inicjatywy i działania odgrywa kluczową rolę w budowaniu poczucia kompetencji u dziecka [3].
Celem rodzica nie jest pozostawienie dziecka bez wsparcia, lecz stworzenie mu przestrzeni do rozwoju. Najważniejsza jest równowaga między obecnością a kontrolą. Dziecko potrzebuje wiedzieć, że może liczyć na dorosłego, ale jednocześnie powinno mieć możliwość samodzielnego działania.
Troskliwy rodzic wspiera, obserwuje i reaguje wtedy, gdy naprawdę jest to konieczne. Pozwala dziecku próbować, popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski. Nadopiekuńczość pojawia się natomiast wtedy, gdy dorosły przejmuje inicjatywę w każdej trudniejszej sytuacji i nie dopuszcza do doświadczenia porażki.
– Zadaniem rodzica nie jest usuwanie wszystkich przeszkód z życia dziecka, ale pomaganie mu w nauce ich pokonywania – podsumowuje Anna Zięba.
Rozwój dziecka nie odbywa się w idealnych warunkach. Potrzebuje ono przestrzeni do działania, popełniania błędów i uczenia się na własnych doświadczeniach. Jednym z najważniejszych komunikatów, jakie może usłyszeć od rodzica, jest: „Spróbuj sam, a jeśli będzie trzeba – pomogę ci”.
Bo prawdziwa troska nie polega na przejmowaniu kontroli, lecz na mądrej obecności.
[1] Segrin, C., Woszidlo, A., Givertz, M., Bauer, A., & Murphy, M. (2012). The association between overparenting, parent-child communication, and entitlement and adaptive traits in adult children. Journal of Family Relations.
[2] Schiffrin, H. H., et al. (2014). Helping or hovering? The effects of helicopter parenting on college students’ well-being. Journal of Child and Family Studies.
[3] Erikson, E. (1963). Childhood and Society.
Rodzicu!
xPodaj nam swój e-mail, a otrzymasz rabaty na wakacje do rodzinnych hoteli i domków.