Wybierz miasto:

Wersja PL Wersja EN

„Małe kobietki” Louisy May Alcott - recenzja ksiażki

2020-04-12

Książka na czasie - pochwała życia rodzinnego.

 

 

       Dzisiaj recenzja skłaniająca się bardziej w stronę damskiej części naszych czytelniczek. Są Święta, jesteście zmęczone przygotowaniami i przedświątecznymi porządkami, może trochę znudzone albo senne i marzycie o chwili dla siebie w spokoju z dala od wrzawy dzieciarni? A może noce spędzacie nad lekturą książek? Czytałyście „Małe kobietki” Louisy May Alcott? A może widziałyście film w reżyserii Grety Gerwig z 2019 r.?   

 

 

     Oczywiście oglądałam zwiastuny filmu z 2019 r. w reżyserii Grety Gerwig zainspirowanego powieścią oraz fotosy zamieszczone w 2-tomowym wydaniu „Małych kobietek” udostępnionym mi przez Księgarnię internetową Gandalf.

 

     Z ciekawości a zarazem poczucia obowiązku zapoznałam się również z recenzjami tego filmu, ku mojej radości niezbyt przychylnymi, bo jestem fanką starszej adaptacji z 1994 r. w reżyserii Gillian Armstrong z Susan Sarandon w roli Abigail 'Marmee' March i Winoną Ryder jako Josephine 'Jo' March. Niemniej jednak, ponieważ trudno rozmawiać jest o indywidualnych gustach i sympatiach aktorskich, chętnie skupię się nad recenzją samej powieści.

 

 

 

Małe kobietki” Louisy May Alcott powstała w II połowie XIX w. jako powieść przeznaczona dla panien i młodzieży, skierowana stricte do czytelniczek – panien na wydaniu, które skrycie marzą o (pozostawiam do Waszego wyboru):

 

a) o wyjściu za mąż, najlepiej za bogatego księcia z bajki o nienagannych manierach i doskonałym obyciu,

 

b) wybraniu trudnej i krętej drogi ku samorealizacji poprzez odrzucenie instytucji małżeństwa i dążenie do spełnienia i rozwoju własnego talentu.

 

 

    Stąd łatwo już do samo narzucającego się wniosku, jaki wyciągnęły z tej lektury feministki, że mamy do czynienia z lekturą prekursorską opiewającą prawo kobiet do samostanowienia i obalającą mit małżeństwa jako instytucji. Nie skłaniałabym się do takiej interpretacji tej powieści.

 

     Powieść M.L. Alcott jest raczej próbą ukazania trudnego losu kobiet – niezbyt bogatych panien na wydaniu, które albo zmuszone zostają do upolowania tzw. „dobrej partii” w celu zapewnienia sobie (i pośrednio swojej rodzinie) jako takiego bezpieczeństwa finansowego i dobrobytu a z drugiej strony jest apoteozą walki o samorealizację, spełnienie własnych marzeń i realizację indywidualnego celu, jakim jest dążenie jednostki do szczęścia. Nawet za cenę nędzy, staropanieństwa czy społecznego ostracyzmu.

 

 

 

     Historia przedstawiona w książce inspirowana jest autobiografią autorki i opisuje losy czterech sióstr i ich matki – rodziny Marchów rzuconej w wir wydarzeń związanych z wojną secesyjną, pozbawionych opieki ukochanego przez kobiety mężczyzny – męża i ojca a zarazem przewodnika duchowego rodziny.

 

 

     Panny March tworzą mieszankę wybuchową damskich charakterów i osobowości. Wybuchowa i nieprzewidywalna Jo z pisarskimi inklinacjami i urokiem sztubaka wpada z jednych tarapatów w drugie by na koniec stworzyć dzieło swego życia – powieść o domu rodzinnym.

 

 

     Uległa i doskonale wychowana Meg marzy o bogactwie, pięknych sukniach i luksusie, jednak przekonuje się, że nie zawsze luksus daje szczęście a bogactwo zaprawione jest często ludzką ironią i cierpkim smakiem porażki.

 

 

     Delikatna i nieśmiała choć utalentowana muzycznie Beth, dobry duch rodziny, choć niedoceniana na co dzień i pomijana, okazuje się jednym z najważniejszych elementów rodziny Marchów, scalających ją w szczególny sposób...

 

 

 

     I wreszcie uzdolniona plastycznie, trochę rozpuszczona i egoistyczna Amy, kochająca luksus ale też posiadająca praktyczne podejście do życia potrafi wyciągnąć racjonalne wnioski ze swoich przeżyć, porzuca swoją pasję, uznając, że skoro nie może być najlepsza, może pomóc innym bardziej uzdolnionym i znajduje szczęście w małżeństwie.

 

     Nad dziewczętami czuwa ich mama – uosobienie matczynych cnót, cierpliwości, tolerancji i miłości – Pani March, zwana przez córki pieszczotliwie Marmisią.

 

     W to typowo damskie towarzystwo wkracza męski element w postaci rozbrykanego, łobuzerskiego sąsiada Lauriego Lawrence’a. Dzięki jego obecności życie bohaterów skręca na nowe ścieżki, pełne przygód, psikusów ale i sytuacji dramatycznych, pierwszych miłości, rozczarowań, dramatów i porażek.

    

 

     Bohaterowie dorastają, zmieniają się ich priorytety, ale co jest chyba najbardziej istotne – zawsze wracają do domu jako miejsca, w którym znajdują miłość i akceptację, gdzie czują się bezpiecznie, gdzie wspólnie rozwiązują wszelkie problemy, uczą się trudnej sztuki życia.

 

     To chyba jest najcenniejszy przekaz powieści – utożsamienie domu jako miejsca, które kształtuje naszą osobowość, pozwala sięgnąć do tego co najcenniejsze. Powieść jest pochwałą rodzinnych wartości, akceptacji, zrozumienia . Pokazuje, że mimo przeciwności losu w rodzinie upatrujemy pocieszenia. Że żadne bogactwo ani sława nie zastąpią nam szczerego kochającego spojrzenia, ciepłego ludzkiego gestu. I chyba za to lubię tę powieść.

 

    Zachęcam Was do przeczytania książki. Dostępna jest w Księgarni Internetowej Gandalf w wersji z fotosami z filmu nominowanej do Oscara Grety Gerwig. "Małe kobietki" i "Dobre żony" - to jedyne dostępne wydanie zawierające dwa tomy autorstwa Louisy May Alcott.

 

 

 

Polecamy serdecznie;)

 

 

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz PDF „Miejsca przyjazne dzieciom i rodzicom”.

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz PDF „Miejsca przyjazne dzieciom i rodzicom”.