Wybierz miasto:

Wersja PL Wersja EN

Rodzinna wycieczka do Kazimierza Dolnego

2021-02-26

Pewnego słonecznego dnia wraz ze swoim młodszym bratem Michałkiem i rodzicami wybraliśmy się do Kazimierza Dolnego. Droga nie była zbyt długa ani męcząca. Po dotarciu na miejsce i odebraniu kluczy do naszego pokoju musieliśmy jednak chwilkę odpocząć.

 

Zmierzając do serca Kazimierza Dolnego zatrzymaliśmy się przy ”Ścianie Płaczu”. Mama mówiła że jest to pomnik, który ma nam przypominać jaki okrutny los spotkał społeczność żydowską podczas wojny. Niemcy zniszczyli cmentarz żydowski a ściana powstała z odzyskanych nagrobków.

 

Gdy weszliśmy przez szczelinę symbolizującą wyrwę, jaka powstała w mieście po wymordowaniu niemal całej ludności żydowskiej zobaczyliśmy piękny bukowy las. Pomiędzy drzewami ujrzeliśmy płyty nagrobne były to ocalałe nagrobki cmentarza żydowskiego. Bardzo smutna historia, ale warto o niej pamiętać i wspominać.

 

 

Kiedy dotarliśmy do centrum miasteczka zobaczyliśmy przepiękne kamienice Przybyłów, brukowane uliczki, liczne kawiarnie, restauracje, sklepiki lokalnych artystów  i ogromny kościół. Tata powiedział że świątynia została ufundowana przez króla Kazimierza Wielkiego. Jest najstarszą świątynią w Kazimierzu Dolnym, a organy które znajdują się w jej wnętrzu są jednymi z najstarszych, kompletnych organów w Polsce! Na środku rynku była stara studnia. Legenda głosi, że kto napije się wody ze studni przykrytej daszkiem z gontu, będzie stale wracał do Kazimierza Dolnego.

 

Rozglądając się po rynku mama zniknęła  nam z oczu. Po chwili wróciła z dwoma ogromnymi kogutami z ciasta! Michałek był zachwycony (on uwielbia jeść!  )

 

Legenda o kogucie głosi iż dawno temu nad okolicą przelatywał diabeł i tak mu się spodobało miejsce, że zdecydował się osiedlić w jamie pobliskiego wąwozu. Pewnego razu w mieście zobaczył pięknego dorodnego koguta i postanowił go zjeść, a jako że ptak był naprawdę świetny w smaku, to od tej pory diabeł żywił się już tylko kogutami, które znalazły się tym samym w wielkim niebezpieczeństwie. Ostatni z kogutów chciał jednak przechytrzyć diabła i schował się przed nim we wcześniej przygotowanej kryjówce. Poszukiwania koguta trwały na tyle długo, że w tym czasie miejscowi zakonnicy zdążyli poświęcić diabelską grotę, a sam diabeł po powrocie do swojej jamy tak bardzo przestraszył się wody święconej, że postanowił uciekać, gdzie pieprz rośnie. 

 

 

Na każdym kroku można było podziwiać

dzieła artystyczne. Moją uwagę przyciągały

ogromne obrazy (i oczywiście plac zabaw).

Wtedy zobaczyliśmy Górę Trzech Krzyży!

 Krzyże postawiono w 1708 roku.

Miały one upamiętniać liczne ofiary cholery

 (taka zaraza-chyba jak covid…?)  

 

 

Szliśmy ciągle pod górę, nogi bolały…ale bardzo chciałam zobaczyć zamek! Myślałam że to będzie taki prawdziwy zamek, a nie ruiny, ale i tak był przepiękny! Zamek został wybudowany przez Kazimierza Wielkiego. Kiedy wdrapaliśmy się po schodkach na górę zamku widok był nie do opisania…

Legenda mówi że król Kazimierz był zakochany w pięknej Esterce i wybudował dla niej zamek w Bochotnicy do którego wiodły podziemne korytarze.

 

Poszłam z tatą dalej...jeszcze wyżej… na basztę  (Michałek już nie dał rady i został z mamą na dole).  Dawno temu była to strażnica wzniesiona przez Władysława Łokietka.

 

Po tej całej wspinaczce byłam już tak zmęczona i głodna że poszliśmy na obiad. Po pysznym jedzonku był czas na lody. Czekając w kolejce zobaczyłam psa z wytartym nosem! Był to pomnik. Jedna z legend głosi iż ów piesek codziennie przepływał Wisłę z Janowca do Kazimierza Dolnego, gdzie spacerował wraz z turystami po miasteczku i zawsze mógł liczyć na jakiś kąsek. Pewnego dnia już się nie pojawił…Mieszkańcy bardzo go pokochali i postanowili postawić mu pomnik. Każdy kto przyjeżdża do Kazimierza Dolnego musi pogłaskać pieska na szczęście!

 

 

 

Wracając już w stronę naszej kwatery tata wymyślił krótką wycieczkę. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Był Korzeniowy Dół - przepiękny, bajkowy wąwóz. Wystające, poskręcane fantastycznie korzenie drzew rosnących na skarpach sprawiają wrażenie wejścia w inny świat.

 

Wróciliśmy do domu zmęczeni. Rodzice nam powiedzieli że maja rano dla nas niespodziankę więc szybko poszliśmy spać.

 

Następnego ranka wsiedliśmy do auta. Minęliśmy kamienice, rynek…Zapytałam mamy czy już wracamy do domu??Zatrzymaliśmy się przy Wiśle. Okazało się że będziemy wjeżdżać na prom!!!Podróż na drugi brzeg trwała kilkanaście minut. Było super!

 

Po krótkiej podróży dotarliśmy do Magicznych Ogrodów znajdujących się w Janowcu. Moje oczy myślałam że wyskoczą z orbit! Już po przekroczeniu wejścia przywitały nas Mordole (troszkę się bałam zrobić zdjęcie ale Michałek był chętny). Czułam się jak w bajce. Wszędzie pełno dzieci, mnóstwo zabaw, magicznych postaci…tu wróżki, tam elfy!

 

Widzieliśmy magiczne drzewa, które mruczały swoje melodie po czym zasypiały. Zaraz potem poszliśmy na przejażdżkę kolejką. Tam mogliśmy zobaczyć niezwykła krainę bulwiaków! Przeróżne domki, polany, wszystko kolorowe i takie prawdziwe!  

 

 

Niedaleko kolejki były liczne strumyki, gdzie z różnych "labiryntów" spływała i kapała woda. Można było się trochę schłodzić. Kiedy Michałek taplał się w wodzie ja z tatą przeprawialiśmy się przez jeziorko tratwą!

Potem poszliśmy do magicznego sklepiku po pyszne lody i przeszliśmy przez pole ogromnych marchewek!

 

Szliśmy ciągle w górkę, po drodze widziałam mnóstwo pięknych kolorowych róż. Dotarliśmy na pole turniejowe gdzie można było zobaczyć rycerzy w zbrojach. Najpierw jeździli konno pokazując różne sztuczki a potem była bitwa!

 

Z daleka Michałek zobaczył karuzelę. Podchodząc bliżej okazało się że każdą z karuzel wprowadzić w ruch może tylko człowiek w dodatku własnymi rękoma. No oczywiście tym człowiekiem był mój tata!

 

Na samej górze tego bajkowego ogrodu zobaczyłam ogromną wieżę z której zjeżdżały dzieci na specjalnych pokrowcach. Była to "KRASNOLUDZKA WIEŻA PRÓB". Oj jak ja to zobaczyłam biegłam ile sił w nogach. Na wieżę trzeba było wejść po wielu schodkach ale było warto! Wchodziłam z tatą na wieżę nie raz i nie dwa…

 

O Magicznych Ogrodach mogłabym opowiadać i opowiadać. Żeby wszystko dokładnie zobaczyć potrzeba całego dnia. Ogrody są pełne wspaniałych zabaw, tajemniczych zakamarków, zagadek i przygód. Baśniowa kraina, która przypadnie do gustu dziewczynkom, chłopcom tym mały i tym dużym :)

 

Ten krótki wyjazd będę zawsze wspominać i polecać każdemu. W dwa dni można zobaczyć dwa całkowicie inne światy. Kazimierz Dolny miasteczko pełne historii i legend i Magiczne Ogrody w Janowcu baśniowa kraina przepełniona magią. Teraz będę marzyć o wakacjach nad morzem:)

 

 

Autorka zdjęć i tekstu -Nina Janus- uczestniczka konkursu wakacyjnego Poleć i Wygraj Wakacje

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz PDF „Miejsca przyjazne dzieciom i rodzicom”.

Zapisz się do naszego newslettera, a otrzymasz PDF „Miejsca przyjazne dzieciom i rodzicom”.